Współczesne macierzyństwo z przymrużeniem oka ;)

Współczesne macierzyństwo z przymrużeniem oka 😉 Dziewięć miesięcy czekacie z partnerem na cud, który się urodzi. Czytacie poradniki, czasopisma, blogi, fora i obiecujecie sobie, że tak jak u innych współczesnych rodziców pojawienie się na świecie potomka nic nie zmieni. Dalej będziecie żyć aktywnie, dbać o siebie, pracować, rozwijać się, pielęgnować Wasz związek, spotykać się ze znajomymi.

To wszystko w przerwach na zrobienie kaszki i zabawy z maluchem. Z uśmiechem na twarzy. Da się. Na pewno. To tylko kwestia dobrej organizacji, a w tym jesteście przecież świetni. Matka heroska urodzi naturalnie, bo tak najlepiej dla dziecka i później – przynajmniej do roku – będzie karmić piersią jak w sparodiowanej piosence z „Krainy lodu”- „mam tę moc, mam tę moc, będę karmić całą noc”. To kolejne Wasze założenie. Babcie oczywiście pewnie będą się wtrącać, ale Wy z góry ustalicie granice, jesteście nowocześni i wychowanie Waszego dziecka będzie wyłącznie Waszą sprawą. Czekolada nie będzie wchodziła w grę tak mniej więcej do szóstego roku życia. Podobnie z telewizją, komputerem i innymi wynalazkami techniki. No może pójdziecie na małe ustępstwo i pierwszą bajkę pozwolicie obejrzeć już w przedszkolu. Z zabawek no to wiadomo, tylko drewniane, ekologiczne, polskich producentów, żadnych plastikowych i nie daj Boże grających. Pokoik urządzicie w stylu skandynawskim, bo taki trend zauważyliście na blogach. Prostota, jasne kolory, żadnej pstrokacizny. Wasze dziecię już w brzuchu słucha Mozarta, więc z muzyki też stawiacie na klasykę – Mozart, Bach.. wszak trzeba zapewnić dziecku najlepszy start w przyszłość a nie tylko angielski w życiu potrzebny (już zapisaliście je na zajęcia dla maluchów od szóstego miesiąca życia). Warsztaty plastyczne to może dopiero jak skończy roczek (niech się nacieszy dzieciństwem!). Ty nie zrezygnujesz z zumby a mąż z crossfitu i biegania. Będziecie mieli przecież w sumie więcej czasu niż dotychczas, tobie przyszługuje URLOP macierzyński a z racji tego, że w Waszym mieście nie ma żłobka, rozważysz skorzystanie z urlopu wychowawczego, tatusiowi należy się tacierzyński. Luz blues, żyć nie umierać. Finansowo też dacie radę. Czytaliście, że najwięcej pieniędzy pochłaniają pampersy i mleko modyfikowane, no ale u Was te wydatki odpadną, o karmieniu piersią już wspominałam a pieluchy, to też jasne, wielorazowe, najlepiej bambusowe. Wózek nie musi być najdroższy, bo dziecię będzie przecież głównie w chuście. Trochę większy wydatek to ubranka, maleńkie dżinsiki, kurteczki – same perełki – najlepiej z Zary a do tego butki-niechodki Adidasa. W ciąży nie zrobi Ci się żaden rozstęp a brzuch zniknie w chwilę po wydaniu na świat pierworodnego. Poród będzie doznaniem metafizycznym a o bólu zapomnisz wraz z pierwszym krzykiem dziecka.

40 tydzień, dzień terminu. Nie rodzi się. Chodzisz codziennie na ktg, umyłaś już wszystkie okna, posprzątałaś cały dom, milion razy dziennie biegasz do sklepu, żeby jak najwięcej chodzić po schodach, mąż parzy Ci w tym czasie liście malin a mama na zmianę z teściową dzwonią co chwilę z pytaniem, czy „coś się ruszyło?”. Plan zaczyna brać w łeb, ale się nie zniechęcasz. Kiedy w końcu lądujesz w szpitalu, po oksytocynie przychodzą upragnione skurcze, próg bólu skończył się na piątym centymetrze, a czytałaś, że najbardziej boli siódmy i kiedy po dwudziestu godzinach robią Ci w końcu cesarkę bo coś zaczyna być nie tak, jesteś lekko zdezorientowana. Wszystko wynagradza jednak płacz dziecka. Też płaczesz. Ze szczęścia, bo znieczulenie jeszcze działa i bólu na razie nie czujesz. Jest to najpiękniejsza chwila w Twoim życiu. Co tam plan, który dalej bierze w łeb. Prawie nie masz mleka, na zmiane z położnymi ciściesz te biedne piersi, dostawiasz dziecko, które nie chce ciągnąć, pręży się i płacze, potem płaczesz razem z nim. Za wcześnie podniosłaś głowę, więc zaczyna pękać Ci z bólu. Czekasz na męża, żeby pomógł ci wstać. Udało się. Stoisz. Dalej to już z górki, wracacie do domu. Przez pierwszy tydzień trzymacie się dzielnie, próbujesz ściągać pokarm laktatorem, mimo nieprzespanych nocy czujecie powera.

Po dwóch tygodniach kupujecie pampersy,  po miesiącu dajecie pierwszy raz mleko modyfikowane, po dwóch udaje Ci się wypić ciepłą kawę przed południem, po trzech wybierasz się do fryzjera. Maleńkie dżinsy zamieniasz na bawełniane pajace i śpiochy. Szybciej schną i łatwiej się je zakłada. Mydełko odplamiające leży już na stałe na umywalce. Uważasz, że za fitness można uznać spacer z wózkiem dwa razy dziennie, w porach drzemek, bo Wasz maluch tylko tak usypia, chusty nie polubił. Po skończeniu pół roczku pierworodny zna Franklina a ulubioną piosenką są „Jadą, jadą misie”. W dresie nie chodzisz ale zrezygnowałaś z zakładania szpilek, bo zapadają się w trawę na plau zabaw, po ktorym zaczyna raczkować i stawiać pierwsze kroki Twoje dziecię. Idąc do Lidla po ekologiczną marchewkę na zupkę lekko się malujesz i zamiast conversów zakładasz baletki, chcesz ładnie wyglądać, bo jesteś podekscytowana wyjściem bez dziecka. Jest środa. Maluszek został na godzinę z Twoją mamą. W sobotę teściowa obiecała iść z nim na spacer, zrobisz sobie wtedy na spokojnie większe zakupy w Biedronce, mąż Cię podrzuci. Cieszysz się. W międzyczasie przeżywacie dylematy, szczepić czy nie szczepić, jeśli szczepić to czym i kiedy. Wasz pierworodny pluje ekologiczną marchewką, lubi za to, pewnie pryskane o tej porze roku, brokuły – dobrze, że w ogóle chce jeść jakieś warzywo, tłumaczycie sobie. Kiedy po roku udaje Wam się zaplanować wyjście do kina, dziecko dostaje akurat gorączki, wychodzą mu czwórki. Ulubiona książka malucha to Kicia Kocia, znacie ją na pamięć, ma 24 strony ale co tam, grunt, że czytacie. Literatura dziecięca to w końcu też literatura. Na białych ścianach przyklejacie naklejki, takie jakie wybrało sobie Wasze dziecię, trochę z Peppą, trochę z Kubusiem Puchatkiem. Na łóżku lądują pluszaki. Obok fajnej kupionej przez Was ikeowskiej sowy i lisa leży teraz Pluto, Myszka Miki, jakiś tygrys, królik, ze dwie żyrafy. Ogólny groch z kapustą. Kremowy sheggy został zastąpiony dywanem w ulicę, farmę lub księżniczki, w zależności od płci potomka.

Tyle żartem, o współczesnym macierzyństwie z przymrużeniem oka 😉

A teraz na serio.

Macierzyństwo to piękny czas a dziecko to największy skarb. Warto chyba jednak zachować zdrowy rozsądek w wychowaniu i opiece nad maluchem. Nie zawsze jest tak kolorowo jak w poradnikach i nie zawsze jest tak, że nie mamy chwili na kawę. Będąc w domu z dzieckiem wpływamy na jego rozwój, kształtujemy młodego człowieka. Przywilejem jest móc patrzeć jak rośnie, zmienia się, uczy nowych rzeczy, a że czasami obejrzy bajkę, a my w tym czasie odpoczniemy czy zrobimy obiad? Nic się nie stanie. Jesteśmy tylko ludźmi.

2 thoughts on “Współczesne macierzyństwo z przymrużeniem oka ;)

  • 25/11/2016 o 16:30
    Permalink

    Aż miło się to czytało :) Na razie mogę się domyślać tylko, że czasem bywa „pół serio”, a czasem „pół żartem”!

    Odpowiedz
  • 25/11/2016 o 16:33
    Permalink

    Ooooooooooooooch tak i ten pierwszy raz, gdy robisz pyzy z 30letnim mięsem z mrożonki i nie masz ani grama wyrzutów sumienia, bo masz ochotę uciec gdzieś do lasu i zakopać się w kupie liści, a tu dziecko ma gorączkę, a jutro zaczyna się sesja na uczelni i poprawka z prawka Cię czeka 😀 Boże, ale było fajnie, muszę to powtórzyć 😀 w wersji – praca.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *