Ostatnie dziecko lasu

       Jakie macie najfajniejsze wspomnienia z dzieciństwa? Moje to wyjazdy z rodzicami nad morze, pod namiot, do miejscowości, która nazywa się Pustkowo – położonej prawie na samych wydmach, w lesie – teraz mającej już charakter turystyczny, ale kiedyś było tam PUSTO.  Trzy tygodnie na polu namiotowym położonym w samym środku lasu dla mnie i mojego brata były wspaniałą zabawą i niezapomnianym czasem, na który czekaliśmy od momentu ostatniego dzwonka zwiastującego początek wakacji. Bez telewizji, Internetu, telefonu, smartfonów, tabletów, grających dziecięcych zabawek. Za to z badmintonem, rowerami,  ogniskiem, zabawą w chowanego, zbieraniem szyszek, budowaniem zamków z piasku, kopaniem dołów, zbieraniem kamieni, muszelek itd.  Nie znaliśmy pojęcia NUDA, cały czas mieliśmy co robić, 24 godziny na dobę przez 3 tygodnie co roku. Pierwsze wakacje z naszym dzieckiem były może nie aż tak ekstremalne, bo w domku campingowym, ale też w maleńkiej miejscowości,  z dala od turystycznego zgiełku i straganów z „plastikowymi” pamiątkami.

        Wspomnień ciąg dalszy – wiosną zbieranie na łące podbiału z prababcią, latem domek na drzewie na działce, świeże truskawki prosto z krzaka, poziomki, hodowanie ślimaków w pudełku, jesienią zbieranie grzybów, kolorowych liści, jarzębiny a jak byliśmy przedszkolakami to jeszcze zawsze pełne torby kasztanów, zimą oczywiście sanki, łyżwy, lepienie bałwana itd. Przez cały rok rowery, rolki, spacery po lesie, bliższe i dalsze wyjazdy w ciekawe miejsca. Podsumowując – spędzanie czasu w plenerze, na łonie PRZYRODY. Nie w czterech ścianach, przed komputerem. Nie, żebym miała coś przeciwko wynalazkom techniki, broń Boże, chodzi mi jedynie o zachowanie RÓWNOWAGI i właściwe proporcje.

A jakie będą wspomnienia naszych dzieci? Oczywiście to zależy od nas, rodziców, od tego jaki świat im pokażemy i w jaki sposób będą spędzać z nami czas. Richard Louv w książce „Ostatnie dziecko lasu” pisze o zespole deficytu natury, który skutkuje chorobami fizycznymi, otyłością, nadpobudliwością psycho-ruchową.  Powołuje się na wyniki wielu badań przeprowadzanych w USA, w Szwecji, które pokazują, że dzieci, które mają stały kontakt z „dziką” naturą (las, łąka, parki krajobrazowe) są zdrowsze, mniej narażone na ADHD i choroby cywilizacyjne. Współczesne dzieci nazywa „dziećmi z pudełka”, bo wożone wszędzie samochodami podziwiają świat i „zwiedzają go” głównie przez szybę, siedzą w fotelikach, wózkach.  Richard Louv pisze:

Pamiętaj, że przyroda to lekarstwo na stres. Wszystkie korzyści zdrowotne, których doświadcza dziecko w kontakcie z przyrodą, staną się też udziałem dorosłego, który zabiera dziecko na łono przyrody. dzieci oraz rodzice czują się lepiej dzięki czasowi spędzonemu na dworze – nawet jeśli to tylko ich własne podwórko.

Podsumowując, zabierzmy więc czasami nasze dziecko zamiast do galerii handlowej, do lasu, nad rzekę, pozwólmy mu się ubrudzić, poskakać po kałużach, poznawać, dotykać, wąchać, POCZUĆ PRZYRODĘ.

 

Książka „Ostatnie dziecko lasu” do kupienia np. TUTAJ

 

d0

d1

d2

d3

d4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *